Aborcja jest dobrym rozwiązaniem. Wiecie to Wy, wiem to ja... Ona niekiedy ratuje wszystko. Wszystko co macie. Mi uratowała honor, godność, życie i marzenia... To wszystko jest takie ważne. Usunęłam ciążę i nie żałuję. Najlepszym wyrazem wszystkiego był ten blog. Pozdrawiam wszystkie kobiety, które podjęły dobrą decyzję.
Otrzymałam mnóstwo pamiętników. Wiele kobiet przysłało mi własne historie, niekiedy dramatyczne.
Zacytuję niektóre z nich.
"Jestem w ciąży. Swiat się dla mnie skończył. Co mam zrobic ? Nigdzie nie mogę wykonać aborcji, bo nie mam pieniędzy ani dostępu. Mieszkam na p*********j wsi. A boje się zabić... Boje się śmierci i nie chcę umierać !!!!! Nie mogę powiedzieć moim przeklętym rodzicom, NIGDY ! Zabiją mnie. Bede w ich oczach zerem !!!! Jak najszybciej muszę zrobić coś z tym KOSZMAREM ! Muszę umrzeć albo nie wiem co...".
"Boję się, nienawidze tego k****stwa które siedzi we mnie !!!".
"Powiem księdzu. Z dugiej strony... NIE ! Wyda mnie policji albo powie rodzicom. I tak i tak.... ZAWSZE BĘDZIE ŹLE W MOIM ŻYCIU ! J*****ta suka ze mnie..."
"Żegnajcie marzenia... Żegnaj Marcin... Odochodzę..."
"Zaplanowałam moje samobósjtwo. W pierwszy dzień napisze mamie i tacie list o tym, co czuję. Później spróbuję umrzeć, aby jak najmniej mnie bolało. Wezmę narkotyki, które dostałam od Maćka".
"Zaćpam się na śmierc !!! To jedyna szansa dla ucieczkę od tego j*****go piekła !!!".
"Na szczęscie udało mi się umówić z lekarzem na 16:00. Boże, trzymaj za mnie kciuki...".
"Moi rodzice nic nie wiedzą, że jestem po zabiegu. I DOBRZE ! Nigdy się nie dowiedzą, jebani obrońcy życia, co przeszłam".
"Najpierw rozwale sobie głowę ostrym narzędziem, a później poderżnę sobie gardło".
"Już mi wszystko wisi... I tak jestem szmatą i zginę jak szmata".
"Nienawidze świata..."
"Chcecie moje życie ! ? To je sobie zabierzcie WREDNE ŁAPY CHAMÓW !!!!!!"
"Nie obchodzi mnie moje życie. Teraz już je skreśliłam na dobre... Nie obchodzi mnie czy się zaraz powieszę, czy strzele Krzyśkowi w łeb... I tak muszę umrzeć, nic mnie juz nie uratuje".
No więc nowe życie ! Pełne niespodzianek.
A ludzie ? Normalni. O aborcji powiedziałam jak na razie 3 osobom - żadna się nie oburzyła. Ostatnio rozmawiałam z księdzem. A zdziwicie się na pewno, gdy zacytuję to, co powiedział.
"Aniu. Jeżeli nie mogłaś zrobić inaczej, to widocznie tak miało być. Życzę Ci szczęscia".
Czy tak mógł powiedzieć ksiądz ?
Mógł ! I powiedział.
A syndromu poaborcyjnego nie ma. Nie ma, nie było, nie będzie. Kobiety, które go odczuwają, to kobiety napiętnowane, wychowane tak, aby żałowały. Niektórzy sądzą, że piszę ten blog, aby sama się usprawiedliwić. Nie. Pomagam Wam ! Naprawdę pomagam Wam, ludziom, którzy są bombardowani milionem błednych informacji o aborcji. Nie da się walczyć ze środkami masowego przekazu, ale można je zmienić. Pomagam kobietom, które do mnie piszą, bo są zrozpaczone. Kuruję te, które myślą, że zrobiły źle, bo ksiądz w ambonie je wyklął. Rozmawiałam z kobietami, tak wieloma, naprawdę. Dzięki przeżyciom odkryłam swoj sens życia - walczyć za naszą wolność. Powołano mnie do tego akurat w Polsce i dobrze. Może to tutaj zaczyna się ta choroba ? Kobiety, które rzekomo wpadały w depresję rozmawiały ze mną owładnięte rozgoryczeniem. Pytam się: dlaczego płaczesz ? Bo jestem mordercą, idiotką, świnią ! A kto Ci tak powiedział ? Wszyscy tak mówią ! I Ty im wierzysz ? Tak ! Dlaczego ? Nie wiem. A gdyby nikt Ci tak nie mówił, to sama, własnymi siłami umysłu doszłabyś do tego, uznałabyś, że popełniłaś błąd ? Nigdy. A więc właśnie. Gdzie zaczyna się prawdziwy żal kobiety a zemsta innych ? Już na starcie. Uwierzcie mi, tak wiele kobiet w duchu nie żałuje swego czynu. Mówię Wam to z pełną szczerością, jako osoba aktywna ich środowisku. Ale społeczeństwo je przeraziło. Przeraziło je dostatecznie. Tak właśnie powstała legenda o syndromie "po". Jeżeli nic się nie działo z kobietą po, to trzeba było coś wymyślić, aby koniecznie odstraczyć od tej aborcji, nie ? Droga syndromu była prawdopodobnie najlepszą drogą.
Na zakończenie podam Wam pewną bajkę, jaką moja starsza koleżanka opowiadała swojej córce jak jeszcze była mała ( 10 lat ). Ona sama usunęła ciążę w wieku 18 lat, a w wieku 28 ( po ułożeniu życia ) zaszła w kolejną i wydała na świat córkę. Mówiła jej tak:
Była sobie dziewczynka, która miała bogatą babcię. Babcia miała potężny ogród, pełen baśniowych roślin i zwierząt. Któregoś dnia babcia powiedziała, że wnuczka nie może podlewać z zielonej konewki drzewka, które rosło za ogrodem. Drzewko nie było babci, więc ta uznała, że nie trzeba go podelwać. Widząc jednak smutną minę drzewka, wnuczka nie mogła się opanować. Nabrała wodę do konewki, która nadała jej magiczne właściwości. Kiedy pierwsza kropelka srebrnego płynu spadła na młody pień drzewka, stało się coś niesamowitego. Drzewko urosło do wielkich rozmiarów, a liście jego skrzyły się złotem. Łodygi ociekały miodem, pień jaśniał pięknie. Młoda ogrodniczka była zachwycona, tym co się stało. Przedtem drzewo było smutne, a teraz miało uśmiechniętą minkę i było szczęśliwe. Dziewczynka nie mogła pohamować radości ! Biegała, skakała, turlała się ze szczescia po całym ogrodzie. Chciała nawet obwieścić całemu światu, jakie dobro uczyniła. Lecz wkrótce wróciła babcia. Gdy ujrzała piękne drzewo wpadła w wielką złość. Nakłamała dziewczynce, że źle zrobiła, mimo że tak nie było. Nakrzyczała na nią, mówiąc brzydkie rzeczy i wpuściła w nią poczucie winy. Nagle dziewczyna zmieniła się i zamknęła w sobie. Myślała, że naprawdę zrobiła bardzo niedobrze. Tymczasem było inaczej, bo małe smutne drzewko było teraz śliczne jak nigdy. Ale ani babcia, ani ona nie zwróciła na to uwagę. Już do końca pogrążona była w smutku i żalu, mimo że nie uczyniła nic złego. Zła babcia wmówiła jej zło, jakie miała popełnić...
Zasypiam...
----------------------------------------
Oczy otwierają się powoli...
----------------------------------------
A pierwszą osobę, którą widzę to mama...
----------------------------------------
Uśmiecha się.
----------------------------------------
Usunęłam ciążę.
----------------------------------------
Usunęłam i otwieram moje oczy pełne życia... i szczęścia.
----------------------------------------
Jakiś czas temu katolicka grupka przysłała mi książeczkę o metodach wykonywania aborcji.
To co zobaczyłam - było niczym z książki fantastycznej...
Porozrywane szczątki, wzierniki, szczypce...
Pomyślałam, że to obrzydliwe.
Wolałam się już jednak nie pytać, czego użyją - lepiej od razu mieć to za sobą.
Ale i tak musiałam dowiedzieć się prawdy. Lekarze pokazali mi cały sprzęt.
Gdzie szczypce, wysysacze mózgów, śruby, noże ?
Hmmm...
Przecież stał tam najzwyklejszy sprzęt medyczny - sterylny i wyspecjalizowany.
Wiercenie ?
Nie.
Metoda próżniowa.
- Zero krwii, to bzdury. - tłumaczy lekrz.
- Zero porozrywanego mięsa ?
- Oh - lekarz wygląda na lekko zbitego z tropu.
- Jak jedną pompką mógłbym wyrwać jakiekolwiek mięso ? Poza tym w tobie nie ma mięsa.
- Pompką...
- Tak. Wszystko potrwa 15 minut. To jest pompka, która załatwi wszystko w dobrym tonie hmmm - lekarz zaczyna żartować, żeby rozładować atmosfere.
- Gotowa ?
- Tak. Jeszcze jedno pytanie. Skąd w takim razie te wszystkie obrazki porozrzucanych ciałek ?
- To płody, które umarły w brzuchach matki. Poronienia, choroby...
- Czyli to nie aborcja ?
- Absolutnie. Aborcja tak nie wygląda, zresztą później dokładnie opiszę ci to, co działo się w twoim brzuchu. No to jak z tą gotowością ?
- Gotowa, gotowa.
----------------------------------------
Nie obejdzie się bez właściwego komentarza pod adresem popularnej dla antyaborcyjnie nastawionych ludzi strony. Ten link pojawiał się mnóstwo razy na tym blogu, więc możecie go gdzieś w komentarzach lub księdze wyszperać.
Istnieje wiele dowodów na to, że "zdjęcia" nie są zdjęciami prawdziwymi.
Ale zacznijmy od opisywanych na stronie metod. Nie wiem w jakich latach powstawała ta witryna, ale:
wysysanie, skrobanie, "zatruwanie solą", wyciąganie to metody stosowane najczęsciej w Niemczech przed wojną światową. W owym czasie aborcja była dozwolona w Niemczech tylko dla Żydów, których Hitler chciał się pozbyć, w tym celu wykonywano aborcję w jak najmniej sterylny, humanitarny sposób, z jak największą szkodą dla pacjentki -> dlaczego, nie muszę tłumaczyć.
Obecnie wykonuje się metodę próżniową, za pomocą małej pompki. Pompka nie może urwać głowy, nóg czy jakichkolwiek części ciała, a tymbardziej nie może przeciąć skóry i spowodować krwotoku ( na zdjęciach ukazanych na stronie jest dużo krwii ).
Na ostatnim zdjęciu na ciele pokazane są czarne plamy - wiecie cóż to jest ? To jest późna faza obumarłych komórek -> płód był martwy już w brzuchu kobiety. Żadne sprzęty do aborcji nie powodują czernienia skóry. Jeżeli to naprawdę była aborcja ( w co wątpię ) to musiała być przeprowadzana już na martwym płodzie; zdrowy płód ( nawet jeżeli był zdrowy przed śmiercią ) tak nie wygląda...
Zwróćcie uwagę na żółte grube rękawice, jedna z dłoni jest w nie ubrana trzymając część ciała. Takich rękawic używa się do zabiegu ? Co najwyżej w ogrodzie.
Kolejny kruk -> na pierwszym zdjęciu rzekomy płód nie ma jeszcze rozwiniętego mózgu ani nawet czaszki( co widać po jego kształcie )a... już urosły mu oczy, usta, ręce, długie palce... ? Jak wiadomo wszystkie impulse są przekazywane z mózgu - skąd więc nos na zdjęciu jest tak wykształcony, jakby był gotowy do oddychania ? Przyjrzyjcie się tym zdjęciom bardzo dokładnie.
A i jeszcze jedna sprawa -> zdjęcia płodów po takich prywatnych zabiegach nie mogą być udostępnione do wiadomości publicznej bez zgody kobiety - jestem ciekawa, czy decydując sie na aborcję ( zakładam że była poczytalna i wiedziała co robi ) ta osoba bardzo chciała pokazać zdjęcia innym, zeby zobaczyli jakie to "zło" i okrucieństwo, przecząc swoim decyzjom ...... ?
Jest na to jedna jedyna rada - dokładnie przyglądać się zdjęciom, a wtedy dostrzeżemy wiele absurdów.
... a ktoś krzyczy "NIE!"
Wściekłość.
Nikt nie będzie mną rządził, DOSYĆ !
Czuję chęć zemsty na wszystkich "obrońcach".
Mówię głośno, bez ogródek:
"Łapy precz od mojego ciała !"
.
Kiedy już chcę wykonać pożegnalny ruch ręką w stronę rodziców...
Zauważam grupkę ludzi stojącą z boku i przypatrującą mi się uważnie. Widzę pośród nich moją koleżankę Agatę, przeciwną aborcji, dwie babcie, nauczycielkę ze szkoły - wszystkich, którzy mowili, że jestem morderczynią.
Nagle otaczają mnie i uśmiech zaczyna gościć na ich twarzach...
"A może tak miało być ? " - widzę w oczach mojej babci...
"Bądź dzielna" - "mówi" gestem ręki Agata.
"Jesteśmy z Tobą" - potwierdza w duchu druga babcia.
Słyszę ich myśli... Czuję się żywa jak nigdy.
Ludzie się zmieniają.
Lekarz spogląda na mnie porozumiewawczo. Wiemy, co będzie, jesteśmy pewni.
Ale to jeszcze nie ta godzina. Idziemy do pokoju. Czeka na nas już mama i psycholog, który zajmował się mną wcześniej.
- Ciesz się, że masz legalną aborcję - szepta mi mama do ucha, która wcześniej dowiadywała się dużo o usuwaniu ciąży.
Faktycznie. Mam psychologa, uśmiecha się do mnie... Słońce wpada przez wielkie okno, przysłonięte zwiewną firanką... Mama i lekarz po cichu wychodzą.
- Dzień dobry, Aniu - psycholog zaczyna pierwszy.
- Dzień dobry.
- To już dzisiaj - patrzy mi prosto w oczy z uśmiechem.
- Wiem, czekałam na to długo.
- Cieszę się, ze jesteś odważna. Powiedz, jak się czujesz.
- Jestem pewna siebie.
- Pewna tego co robisz ?
- Tak. W zupełności wiem co i jak. Nie idę w ciemno, panie doktorze.
- Nie jesteś nerwowa, nie przeżywasz depresji ?
- Z depresji już powoli wychodzę. Nerwowa byłam wczoraj. Dzisiaj wszystko się już ustabilizowało.
Rozmowa jest miła. Lekarz w pełni mnie akceptuje. Wie, że NIE JESTEM WARIATKĄ. Ma świadomość, że skoro podjęłam taką decyzję, to należy się jej dużo szacunku. Mijają dwie godziny, a ja jestem już całkowicie odstresowana. Jestem spokojna. Wchodzi mama. Łapie mnie za ręke i razem idziemy na ostatnie już badania ( rutynowe, wcześniej przeszłam masę innych ).
Idę z mamą na sale. Przed wejściem na oddział stoi tata. Macha do mnie...
Eh, tato.
postanowiłam dopisać jeszcze pewną rozmowę, którą kilka miesięcy po aborcji przeprowadziłam z koleżanką:
- Jak to się stało ?
- No wiesz, miałam 16 lat i trochę wiesz, nie za dużo w głowie. Koleś mnie zbajerował, ze musimy pójśc do łóżka, żeby przypieczętować naszą miłośc. Na początku miałam opory, ale powiedział, że ze mną zerwie, jak się nie poświęce. Serce nie sługa. Rodzice nie mieli pracy. Nawet wykształcenia nie mieli dobrego. W każdym razie nie powiem, żebym dostawała nowy ciuch częsciej niż co dwa lata - tak to wszystko po rodzinie, albo z jakichś placówek. Dla mnie to była tragiczna siara, rozumiesz, bieda w tych czasach to zwykła kompromitacja przed lepszymi kumplami w szkole...
- I zaszłaś w ciąże ?
- No właśnie nie wiem jak, ale zaszłam. Używaliśmy prezerwatywy, ale coś się z nią stalo. Nie mam kasy na pigłuki, poza tym wcześniej dla kumpeli ginekolog miał jakieś obiekcje co do wypisywania ich młodym osobom. No ale jak skapnęłam się, że jestem w ciąży to pobiegłam do kibla i zwymiotowałam. Nikt do końca nie wie jaka jest prawda o ciąży u nastolatki - czym to się kończy. Jak zadzwoniłam do kolesia to powiedział mi z mostu "papa", więc moja rozpacz wzrosła do granic możliwości.
- O czym myślałaś ?
- Jak o czym ? O śmierci, bo skąd mam wziąc kase na zabieg. A co, myślisz, że miałabym szanse urodzić ?! Wedłgug chrześcijańskiego demokraty na pewno, ale wedlug człowieka ktory ma serce to raczej niemożliwe. Słyszałam, że można wypić jodyne albo skoczyć ze schodów, żeby się pozbyć ciąży... Ale weź bałam się robić takie coś ! No to wzięłam nałykałam się najpierw tabletek nasennych od ciotki, ale nic. No to wściekłam się i powiedziałam, że ide sie zabić najprymitywniej jak tylko można. Poszłam nad rzeke i stanęłam na moście... Nagle: a może wytrzasniesz kase na zabieg ? -> dziękuje dziękuje o losie, że to zdanie się pojawiło w mojej głowie !
- Usunęłaś ciąże ?
- Tak. Mama oddała mi wszytsko co miała ! To niewiarygodne.
- Jak sie czułaś po ?
- Miałam ochotę udusić mojego chłopaka. Znalazł się przed samym zabiegiem kurde i mowi, że mi nie pozwoli. A później spytałam sie czy zajmie sie dzieciakiem, to mówił, ze nie może. No nie...
- Heh..
- W każdym razie usunęłam i było po sprawie. Trudno przybliżyć cały ten ból i rozpacz, ale myslę, że aby wiedzieć naprawdę jakim niszczesciem jest niechciana ciąża trzeba ja poczuć po prostu w sobie. I poczuć ten brak kontroli nad swoim własnym życiem, który zawdzięczam pewnym ludziom w tym kraju.
----
Rozmawiałam już z wieloma dziewczynami/kobietami nt. przezytej aborcji. Niektóre mowiły o tym tak spokojnie, że nie sposób było się oprzec wrażeniu, jakoby te historie ich nie dotyczyły. Każda przeżyła to na swój sposob. Niektóre pamiętają to jako życie w strachu i koszmarze zgotowanym przez ludzi, uwazających się za panów ich życia ( obrońcy zycia ), niektóre w ogole się nie przejmują przeszłością.
Tutaj w moim zeszycie zaczynają się bazgroły, jedne na drugich... Napisze wszystko po kolei.
Wstał dzień. Mój dzień. To dzisiaj... Nie... To... już kilka lat minęło... Przeżyłam to... ? Jestem w domu ? Nie. To dzisiaj. Widzę, że lekarze chodzą wokół mnie z poważnymi minami. Widzę wielkie połacie białego tła, które mi non stop przed oczyma siedzi... To fartuchy... To szpitalna pościel... ? To się kończy... Czy jest snem ?
NIE. To dzisiaj. I ja o tym wiem. Coś w moim życiu się kończy, jakiś dziwny rozdział... Ale ja jestem pewna końca. Czekam na niego... Chce go.
Wstaję pewnie... Wstaję jak normalny człowiek, idę sobie do łazienki. W łazience pusto. Nikt nie czeka ? Nie. Jestem sama, sama na krawędzi decyzji. Mogę się jeszcze wycofać. NIE ! Już postanowiłam. To ja i moja decyzja. Jesteśmy teraz sam na sam ze sobą. Czuje jej oddech i... przyjmuje ją.
Chodź ! - mówię. Jesteś ze mną od dawna, prawda ? Czuje, że już we mnie zamieszkałaś... Halo... Decyzjo...
"Jestem" - mówi decyzja.
"Jesteś tutaj ? Na pewno? " - pytam z roztargnieniem.
"Jestem, przecież wiesz, czy nie widzisz mnie ? Mieszkam z Tobą od dawna, razem myślimy o tym samym..." - decyzja otula mnie głosem.
"Jestem teraz Twoją opiekunką, Aniu... Będę trzymała Cię silnie w ramionach, razem nie zgniemy !" - jej głos snuje się po moim umyśle.
"Ciesze się, ze to właśnie Ty, a nie kto inny..." - szepczę.
"Ja też się cieszę, że to właśnie ja jestem Twoją decyzją... Czekam na Ciebie... Chodź !"
Mówię tak. Łapiemy się za rękę i idziemy do wyjśćia... W pokoju czeka już lekarz.
Mama przyszła dzisiaj do mnie... Mówi, że już zrozumiała moją decyzję. Mówi, że mnie kocha i że sama, będąc na moim miejscu, usunęłaby ciążę. Twierdzi, że coś złego w nią wstąpiło. Ja nie wiem co... Ale wiem, że to coś nadal siedzi w tacie...
Mama mówi, że tata to tata... Nigdy nie zrozumie czym jest gwałt czy ciąża...
A ja czekam. Czekam aż mnie rozkują.
Jem.
Rozmawiam.
Nawet się uśmiecham.
To już jutro !
Mama trzyma za mnie kciuki.
Dziękuje.